ten rap to poezja, odbierz to jak chcesz, brat
Ask me anything
Archiwum
Posted on 4th Wrzes. at 1:58 PM
Anonim zapytał(a): co tam?

Posted on 4th Wrzes. at 1:51 PM, with 1 notka

Mieli być tu ale jednak ich zabrakło
Mieli być tu ale zgasło gdzieś ich światło
Mieli być tu tworzyć, czuć, przeżywać
Zabrakło ich tu i rzadko kto ich wspomina

Mówię o ludziach którzy wciąż we mnie żyją
Jeden umarł, drugi się powiesił, trzeci zginął
Czwarty liczył na farty - płynął z kokainą
I do dziś pewnie tańczyłby i śpiewał, pijąc wino
Los bywa twardy, prowadzi nas po śmierć
I podstawia nam pułapki, ty nie wpadnij w nie
Ja też bym chciał ładny wóz, piękny dom
Dwójkę dzieci i wakacje jak prezes z PKO

Wszystko ma cel, sens i cenę wiem o tym
Ale życie jest cenniejsze niż jebane banknoty
Jak jesteś młody - nie napinaj się na zaś
Żyj, przeżywaj, czuj, że życie to nie hajs


Ten, który umarł, miał mniej niż cała reszta wokół

Ale chęć i kilka łez kręcących się w oku
Co dzień pamiętam jego twarz jak swoją niewyraźnie
Ale dzień, gdy szedłem na cmentarz na zawsze
To był najgorszy dzień mojego życia
I pierwszy krok do dorosłości, wiem, że to słychać

On pozostał w tych sercach na lata, a cała reszta dla nas

Wciąż bez odpowiedzi odpalam znicz, siadam odkładam na moment grzechy

Posted on 1st Wrzes. at 3:00 PM, with 7 notek

Gorzki typ scenariusz, kto napisze happy end?
Krew ocieka z arkuszy, Kali Happy Sad,
I tak szedł nie czuł nic poza gniewem,
Martwy widz, nie on jeden,
Czekał na piekło, nie jeden szatan, szeptał przez ramię,
Jebać 997, jebać cały świat na amen, Wy kurwy,
Nierozumiem sam skąd to we mnie,
Lepiej zejdź mi z drogi, pókim dobry bo uklękniesz,
Pogrążam się w winie od dnia, kiedyś mnie opuścił,
Wymawiałem sam Twe imie, tam pośród czeluści, 
Jedyne co znam, to tylko w ranach sól, 
Ten słodki ból, ten piękny ból.

Gdy w sercu Twym zagości czerń,
i kłuje tak miłości cierń,
i dusi już toksyczny tlen,
i nikt nie wybudzi z koszmaru,
kiedy nastanie dzień,
gdy ból odejdzie jak zły sen,
zdala od energetycznych hien,
i nikt już nie będzie czuł żalu.

gdy przekręcał klucz, ona skręcała się w męce,
czy kiedy wróci już pocałuje, czy połamie ręce?
czy wyląduje w łóżku, na satynie czy w karetce,
Czas płynie, jak płyny w obitej nerce,
Przelane łzy, wyżłobiły piętno winy, 
czemu nikt nic nie zrobi nie ratuje tej dziewczyny,
znieczulone skurwysyny, każdy dba o własne szczeście,
Rany w mięsie, kobieto zmień się proszę,
Jesteś warta milionów on uczucia daje grosze

od dnia poczęcia wiedział co znaczy być innym,
choć Bogu ducha winny, dźwigał drzemie w drodze do mogiły,
był silny nawet nie wiesz jak bardzo,
bo każdego dnia walczył z żerającą go zarazą

gdzie boska ręka kiedy każdy dzień to męka, 
Nasze problemy to beka, pomyśl jak cierpi kaleka 
przez pokój zerkał, bezsilny niczym kamień, 
poczuł jej ból gdy ten frajer jej wyłamał ramię,
wstać choć raz i wymierzyć katu karę,
i znów wsiąść na ćwiarę, ale z myślą że uwolnił mamę,
marzył o dniu gdy on sam się uwolni,
codzień chłodził go żal, żył dla ciepła jej dłoni,
czasami boli, ale co by wtedy czuł,
gdyby nie ból, ten piękny ból.

Posted on 15th Sier. at 4:23 PM, with 1 notka

Dumny jak Vegeta, nie jak jakiś kundel
Nie zwątpiłem w marzenia przez sekundę
Wbij sobie do głowy, że sobie nie pójdę
I wstanę gotowy na kolejną rundę

Nie tykam blety, zmieniłem priorytety
I jakoś nie żałuje, że nie znam fazy z fety

Na pozór parę kroków w tył, ale do przodu
Ty daj mi spokój, widzę fałsz w Twoim oku
Wierzę w Boga, wiem, że zawsze mam go z boku
A moja synagoga jest wszędzie gdzie czuję spokój

Pierdol, jak ktoś wyznacza drogę Ci
Skoro na jej końcu, przyjdzie się spotkać z Bogiem
I co mu powiesz?
Że zdradzałeś?
Że ćpałeś?
Że śmiałeś się z tych, którym mogłeś pomóc?
Że nie wiedziałeś?
Że bałeś się?
Bierny stałeś?
Bo za darmo to nikomu?
Ziomuś, pomyśl o życiu i śmierci
Pomyśl, wiele czasu na fikcje zaoszczędzisz
I pierdol tych, co wyśmiewają Cię za dobro

Ciosów się unika, a nie przeciwnika
Nie raz upadłem, ale stoję i tak
Zlatuję jak Ikar, z ucieszoną mordą
Ale nie wyjebie, bo mnie kocha słonko
Biegam z bombą, bach bam, jak Arab
Chyba już wszystko się da, skoro ja nie jaram

Modlę się za wroga, bo więcej mu nie pomogę
Tobie i sobie życzę ziom, by nie wyjść w pole to

Posted on 2nd Sier. at 5:11 PM

chada-sklocony z zyciem

No trudno, wkońcu przyszło konsekwencje ponieść
W oczach nie stały mi łzy, gdy psy skuwały mi dłonie

Na początku było nie źle, później sam już nie wiem
Chore emocje, ciągłe pretensje do siebie

Kurwa miało być pięknie, ale plan nie wypalił
Było źle, z czasem byśmy się pozabijali
Teraz pewnie zapalisz, ale nic to nie zmienia
Jestem zły, to potwierdzi każdy akt oskarżenia
Mówię ci do widzenia, lecz jak zawsze nie klękam
Jeśli chcesz się wypłakać, nie licz już na mój rękaw

Skłócony z życiem, nie ma tu co kryć
Dowodem tego blizny, które noszę aż po dziś
Mówię za siebie, nie słucham własnych lęków
Choć czasem czuję się jakbym szedł przez życie po ciemku

Przykro mi, lecz jestem z tych, którzy popełniają błędy
Wokół znajome gęby i pierdolone psy
Ten, kto daje za wygraną po prostu wypada z gry

To, że patrzysz na mnie krzywo jakoś przeboleję
Wiem, że dla niektórych jestem tylko pieprzonym złodziejem
Nie wezmę kurwy za rękę i nie pójdę na spacer
Jak przystało na alkoholika, budziłem się z kacem
Czy przyszedłeś mnie pożegnać? Pozwolisz, że spytam
Gdybym wtedy jednak podzielił los Magika
Tamta płyta to historia, teraz jeszcze mocniej
Piszę słowa, za którymi stoją prawdziwe emocje

Posted on 2nd Sier. at 4:05 PM, with 4 notki

Postaraj się to poczuć,
To czego nie zrozumiesz wyczytasz z moich oczu,
Doceniam to gdzie jestem i gaszę tu jak peta,
Tych wszystkich hipokrytów co grzebią w moich grzechach

Mam pierdolony żal chcę by to było jasne,
Chciałbym odpuścić,lecz kurwa nie potrafię

Nie ma problemu sam daje sobie rade,
Nie ma co jak kurwa własnego syna zawieść

Surowy klimat i w piękne za nadobne,
Te wszystkie sprawy w sądach to wyłącznie mój problem,
Ciągle do przodu, mój Anioł Stróż mnie wspomógł,
Nie powiem żebym nie chciał dorastać w innym domu,
O nic nie pytam bo kurwa wiem niestety,
Że życie po omacku też ma swoje zalety,
Pazerność ,Chciwość tu nie ma na to leku,
Tak już jest jak hajs zmienia kolejność priorytetów

Jedna bliska osoba , przemilcze ciepłe słowa,
Zamiast podać mi dłoń, poszła mnie wymeldować,
Ziomuś o czym tu mowa? To jest miłość matczyna?
Słuchaj teraz to głos twego młodszego syna,
No i chuj, że przeklinam i że nie jestem święty,
Tak czy siak nie polegne w walce na argumenty,
Mówię o tym co boli i cholernie uwiera ,
Bo zabrakło cię wtedy kiedy twój syn umierał,
Wychowałaś złodzieja dla mnie to żaden wstyd,
Gorsza lipa to teraz w tempo nie wejść w ten bit,
Ulica mnie chowała,
Robisz wszystko wbrew temu co mi kiedyś wpajałaś

Posted on 31st Lip. at 4:05 PM, with 1 notka

majjeczka:

Mówili Ci, ulica droga donikąd

przetrwa na niej tylko ten kto w porę umie zniknąć

starszy brat był dla Ciebie ojcem i przykładem

nie poszedłeś w jego ślady, z wagi na wagę

Coraz mniej szans, każdy z nas miał pięć minut

życie rzuciłem na szale, obrałem swój azymut

W oparach dymu, pułapce złudnych żądz

możesz brnąć pod prąd lub na swój los klnąc

Światła gasną, Ty płyniesz rynsztokiem

nie szanowałeś mnie gdy wyciągałem swoją dłoń

dziś bezradność zżera Twoje myśli

jestem ponad wszystkim, Ty spadasz na dno

Twoje marzenia zostały pod blokiem

grzech zaniechania, ambicję poszły w kąt

nikt nie pomoże Ci w chwili gdy upadasz

to prawo tego świata, liczy się jedynie banknot

Płyniesz rynsztokiem, choć nie miałeś tego w planach

a Twoja sytuacja mega przejebana

wystajesz w bramach żebrząc o grama – dramat

chcąc wypić łyk życia, by nie upaść na kolana

Kiedy to do Ciebie dotrze, ze to Twój ostatni dzwonek?!

Myślisz, że coś będziesz czuł jako świętej pamięci ziomek?!

Ile jeszcze bólu, krzywdy i straconych lat, brat

rynsztok pochłonął, wypluje, kasuje takich jak Ty, kapujesz?!

odnajdź piękno w miejscu gdzie żyć Ci przyszło

niejeden kwitnie kwiat, choć wokół płynie rynsztok.

Posted on 31st Lip. at 3:56 PM

Chodźmy się kochać bez zabezpieczeń
I potem wyskrobiesz to dziecko łyżeczką
I w życiu nie miejmy już żadnych wyrzeczeń
I zróbmy tatuaż, że kochamy piekło
I kupmy w aptece ten antydepresant
I przedawkujemy go grubo po stokroć
I porobisz nożem mi sznyty na plecach
Bo tym co ci powiem, cię zrani w chuj mocno

Zrobimy na spółkę tę wódkę na ławce
I zwinę bibułkę i będziemy głodni
Weź kokaina jest jeszcze w samarce
I zwymiotujemy tym wszystkim na chodnik
I będziemy wolni, bo po co kodeksy
I nikt nie zabroni nam żyć jak teraz
Bo to ma dwie strony
I w tej drugiej wersji
Nikt nie ma prawa zakazać umierać
I kiedy tak myślę, że zrobię to serio
Bo czasem już nie mam ochoty by żyć
I z wyjątkiem tego, że to ty jesteś ze mną
Naprawdę nie mam już nic

Więc chodźmy do portu i skoczmy na fale
Lub chodźmy na tory i skoczmy pod pociąg
I włączmy kamerę i wszystko nagrane
Co chcieli zobaczyć ukaże się oczom ich
Na sygnale tam jedzie karetka
Kaseta VHS nich będzie dowodem
Jak mielą nas koła
I znajdą nas w częściach
Lub nasze ciała już poszły pod wodę

Gdy widzieli życie, niech zobaczą śmierć
Bo tego by chcieli i tego mi życzą
A ty mi pomożesz, bo po to cię mam
I nie będą pierdolić, że to przez miłość
Bo tak to by było, gdy zginąłbym sam
I kiedy tak myślę, że zrobię to serio
Bo czasem już nie mam ochoty by żyć
I z wyjątkiem tego, że to ty jesteś ze mną
Naprawdę nie mam już nic

Posted on 4th Lip. at 5:10 AM

Nowe patenty nowy towar na mieście
Meta, amfa, crack i chuj wie co jeszcze
Śmierć na własne życzenie
Przez TV sprana bania 
Przyszłość ma znaczenie
Przeszłość Cię dogania

Porażki smak, perspektyw brak
Ćpają amfę, ćpają koks
Ćpają herę, ćpają crack
Sprzedałeś duszę, podpisałeś z diabłem pakt
Kiedyś dobry ziom, dziś człowieka wrak

Amfa, hera, crack i koks 
Tu wszystko jest w zasięgu rąk
Biznes się kręci przez cały rok
Twój los, Twój głos, w Twoich rękach moc.

Było na towar, zabrakło na śniadanie
Niby miłości, a nienawiści znamię
Masz tu kreskę, kochanie
Bo dziś dobrze się bawię

Pamiętaj synu - zostają twardzi gracze
Ja mam swoją ganje, a tego nie tłumaczę

Posted on 2nd Lip. at 9:01 AM, with 1 notka

Słuchaj, jestem pod blokiem, możesz schodzić już na dół,

tylko weź i uważaj na cholernych sąsiadów.

Rozliczymy się później bo nie śmierdzi mi forsa,

wciągasz to i już czujesz jak drętwieją Ci dziąsła.

Resztę zostaw na potem, możesz kumplom posypać.

To jest najlepszy towar bracie, nie jakaś lipa.

Słuchaj, jakby ktoś pytał no to do mnie go skieruj,

chyba jeszcze przez tydzień nie wymienię numeru.

U mnie każdy to bierze, po tym czuje się lepiej,

dla pewności samarkę lepiej schowaj w skarpetę.

W eter rzucam to gówno i nie pękam jak kondom,

jeśli chcesz no to Ciebie także mogę w to wciągnąć.

Powiedz ziomkom, niech dzwonią, dziś pomogę każdemu.

Jeżdżę wszędzie, to dla mnie nie stanowi problemu.

Czemu patrzysz tak dziwnie?

Chyba nie masz tych lęków, bracie bierz to po prostu i już za nic nie dziękuj.

Nie bierz tego dosłownie, ale jest mi to bliskie, znów dostarczam najlepszy towar bez zanieczyszczeń […] Wjeżdżam rzutem na taśmę, masz gwarancję człowieku, że przez tydzień nie zaśniesz.

Znowu dzwoni telefon,

znowu klient pospiesza, tak to działa,

bo w końcu z niczym tego nie mieszam.

Biorę kilka samarek, lecę do Ciebie w dresach,

mam to gówno, którego nie przepisze Ci lekarz.

Może weź tego więcej? To jest nie głupi pomysł.

Obiecuję, spróbujesz - będziesz zadowolony.

W moich stronach tak robią, ja nie wciskam Ci gówna,

masz tu towar, którego z niczym już nie porównasz.

Rano wbijam do studia, po południu dzwoń śmiało.

O Mój Boże, widzę po oczach, że Cię wyrwało.

Całość dzielę na porcje i sprzedaje w detalu.

Nie miej mi tego za złe, ale wciągam Cię w nałóg.

Paru gości to pali, reszta po prostu wciąga,

takie czasy, na prawdę bracie, tak to wygląda.

Poproś ziomka o kartę, przyszedł czas by posypać,

po całości, najlepiej po przekątnej stolika.

To Ci doda emocji, nie oddadzą ich słowa.

Pełen odlot, którego każdy musi spróbować.

Dobra dzwonią następni, bracie muszę się spieszyć,

jedną masz tu w gratisie, resztę piszę na zeszyt.

Ja tu grzeszę jak każdy, stuprocentowy Chada,

tak się składa, że nie raz ziomuś sam to podjadam.

Słuchaj, sprawa jest prosta - Jakby co, to mnie nie znasz.

I pamiętaj dzieciaku, że to Cię uzależnia.

Już nie zaśniesz tej nocy, tak jak pół tego miasta,

znów ostrzegam, że ciężko z tego się wykaraskać.

Chętnie wezmę coś w zastaw, dziś ku temu się skłaniam,

no bo wiem jak to jest, kiedy brakuje siana.

W planach mam kilka kursów, więc rozglądam się wokół,

no i wiedz, że w tym fachu nie przyjmuje się zwrotów.

W sumie jestem już gotów, a więc ruszam na miasto.

Zapamiętaj - Od dzisiaj jestem Twoim dostawcą.

Posted on 27th maj at 9:37 AM

nie ogarniesz tych ekscesów #salvador dali

Posted on 27th maj at 9:36 AM, with 4 notki

kochasz ten dreszcz

kochasz ten stan

jesteś sam sobie pan

startujesz wieczorem

a już jest nad ranem

Posted on 11th maj at 4:10 PM, with 1 notka
Anonim zapytał(a): jakie jest Twoje ulubione anime?

higurashi no naku koro ni. 

Posted on 11th maj at 2:47 PM
Anonim zapytał(a): nadal fascynuje cię anime i manga?

Manga w sumie nigdy mnie szczególnie nie fascynowała, przeczytałam tylko parę pożyczonych, za to bardzo szanowałam twórców mangi, bo to nie takie proste. Na anime nie mam już czasu, mam wiele spraw na głowie, a jak już oglądam to powtarzam po raz setny serie ulubionych anime.

Start
00:00 AM